Byliśmy na weselu

 

Byliśmy na weselu

Mimo ferii, grupa teatralna nie próżnuje! Byliśmy w Teatrze Nowym na sztuce Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk. Odczucia, które nam towarzyszyły to: przerażenie i zdziwienie. Śmialiśmy się również, ale mieliśmy poczucie , że jest to śmiech przez pryzmat groteski, łączącej tragizm z komizmem. Spektakl był wyczerpujący dla aktorów i widzów, trwał trzy i pół godziny. Ale było warto!

Jest to bowiem rzecz o tym, że zło wraca jak bumerang, przez pokolenia. Można więc wyczytać i naukę – bądźmy dla siebie dobrzy, życzliwi, nie wymierzajmy sprawiedliwości za wszelką cenę, bo możemy się pomylić.

Szukając odniesień artystycznych, można dzieło wyreżyserowane przez Agatę Dudę-Gracz zestawić z Weselem Stanisława Wyspiańskiego, z filmem Wojtka Smarzowskiego o tym samym tytule, czy z Testosteronem. Wszystkie utwory łączy sytuacja zaślubin, wesele, które wyzwala demony. Wypity alkohol sprawia, że ludzie tracą zahamowania, na światło dzienne wychodzą głęboko skrywane tajemnice i dramaty.

Spektakl zaangażował wielu aktorów, duże wrażenie wywarły na nas szczególnie kreacje aktorskie: Alicji Juszkiewicz – w roli Ziuni (panny młodej), Anny Mierzwy, jako Widzącej, Marii Rybarczyk (pani Gusia), Radosława Elisa (Pan Ryciu), Michała Kocurka (Siła), Mariusza Zaniewskiego (Pan Ładyś), Ildefonsa Stachowiaka (Pan Idzik) oraz Edyty Łukaszewskiej (Pani Jusia).

Spektakl był niezwykły, wielowymiarowy; oddziaływał słowem i muzyką, przejmujący był głos Anny Mierzwy. Dekoracje na pozór oszczędne, dzięki wiatrowi, który rozwiewał wole firan, i stołom, które zmieniały niepostrzeżenie swoje położenie, dodawały sztuce dynamiki i stwarzały nastrój pełen tajemniczości i grozy.

Wieczór spędzony w teatrze był magiczny, zapomnieliśmy o wszystkim innym. Starożytni powiedzieliby, że to katharsis, a współcześni, że mindfulness w czystej postaci.

Agnieszka |Olejniczak-Gros