Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Back To Top

foto1 foto2 foto3 foto4 foto5 foto6 foto2 foto3 foto4 foto5

Spotkanie z pisarzem Andrzejem Franaszkiem- twórcą najnowszej biografii Zbigniewa Herberta

 Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu przywitała nas w środowy wieczór rzęsiście oświetloną salą.

Było jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia spotkania, a ludzie zapełnili już prawie wszystkie miejsca.

Kto nie przyszedł pół godziny szybciej, był skazany na telebim w holu przed salą.

 

Zanim rozpoczęło się oficjalne spotkanie, był czas dla reporterów, którzy rozmawiali z pisarzem w kameralnej sali obok nas.

 

Prowadzący oficjalne spotkanie Przemysław Lembicz był początkowo trochę spięty. Miał przed sobą znawcę tematu, erudytę i człowieka o błyskotliwym słowie, który i ciekawił, i jednocześnie bawił publiczność, czasem jakimś żartem, anegdotą z życia Herberta czy Miłosza. Miło było słuchać kogoś, kto tak mówi o literaturze.

 

Andrzej Franaszek zaczął swe rozważania od istotnego faktu - czym był Lwów dla Herberta, czego nauczył się poeta w mieście rodzinnym. Z łatwością twórca biografii ukazywał konotacje przeszłości ze współczesnością. Lwów nauczył autora "Epilogu burzy", czym może być Europa - spotkaniem różnorodności. We Lwowie przedwojennym, przez stulecia, spotykali się ze sobą Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Ormianie. Dzięki swojemu miastu Herbert zdał sobie sprawę, że możliwy jest duch tolerancji. Niejednokrotnie mówił, że Polska bez mniejszości narodowych nie jest jego Polską. Na pytanie, dlaczego Herbert nie wrócił po wojnie do Lwowa, dlaczego nie próbował wędrować ulicami miasta, które musiał w młodości opuścić, Franaszek przypomniał, że Lwów z lat 30. był innym miastem niż ten w latach 70. czy 80. Ważniejsze, co wyniósł z tego miasta, niż dlaczego nie wrócił. Dzisiaj - w okresie konfliktów, sporów - przywołanie myśli Herberta jest na czasie. Ważna jest odmienność, różnorodność, o czym pisał m. in. w "Modlitwie Pana Cogito".

 

Herbert do wybuchu wojny - miał 15 lat - niewiele wiedział o życiu, jego świat był światem rodzinnym, dobrym, bezpiecznym - snuł Andrzej Franaszek. W swych późniejszych utworach odnosi się do Lwowa - pisze "moje miasto". Ogólny zwrot pasuje każdemu, każdy może się identyfikować z tym hasłem.

 

Zbigniew Herbert zaskakiwał. Szukał siebie. Pierwszą poważną miłością była rozwódka - matka dwójki dzieci. Wiersze, które do niej pisał, były całkiem inne niż te powszechnie znane. Później już takich trywialnych, ze słodkimi rymami nie tworzył.

 

Na przełomie lat 40. kształtuje się dojrzały człowiek - taki Herbert, jakim go znamy. Ukształtowany emocjonalnie i artystycznie - powstają wtedy pierwsze, prawdziwie jego wiersze - pisane własnym językiem, stylem. Stara się, by wiersze były względnie odległe od wyznania. Chowa się za tekstem.

 

Franaszek zaczął czytać wiersze Herberta już w SP, ale świadomie - dopiero w liceum. Wspólnie z kolegą dopisywali fragmenty do wierszy niedopowiedzianych , np. "stoimy na granicy...".

 

Obszerny fragment swoich opowieści gość Biblioteki Raczyńskich poświęcił na relację Herberta i Miłosza. Podkreślał, że nie zawsze ich nastawienie było chłodne czy najeżone. Apogeum konfliktu wybuchło po ukazaniu się wiersza "Chodasiewicz". Prasę zasypały nagłówki: "Konflikt dwóch wieszczów". To, że Herbert i Różewicz omijali się wzajemnie, było oczywiste, lecz to, co było w latach 50. między Miłoszem i Herbertem szokuje, bo pisali do siebie piękne listy pełne szacunku. Miłosz jako pierwszy tłumaczy "Tren Fortynbrasa" na angielski i od tego zaczyna się kariera Herberta na Zachodzie. Przyjaźń trwa do 1968. Potem zaczyna się rozłam. Miłosz był zawsze bardziej lewicowy, uwiedziony przez komunę za młodu, Herbert - bardziej prawicowy, odbierany czasem jako endek. Do tej pory w listach kwestie ideowe nie były poruszane. Miłosz żyjący z dala od Polski, traktowany był jako wykładowca, nie poeta. Ciążyło to twórcy 'Zniewolonego umysłu". Gdy nagle i Miłosz, i Herbert otrzymują zaproszenie do Nowego Jorku na spotkanie autorskie, okazuje się, że w roli znanego poety ma być Zbigniew Herbert, a Miłosz - bardziej doświadczony, traktowany kiedyś przez Zbyszka jako mistrz - jest tu w roli tłumacza wierszy Herberta. Pojawia się zgrzyt, napięcie wzrasta.

Już po marcu 68' Miłosz, który bał się Polski endeckiej, nie chce oficjalnie pisać przeciwko wystąpieniom antysemickim, tworzy wiersz "Moja wierna mowo". Miłosz był bardzo krytyczny dla narodu polskiego. Kiedyś o Powstaniu Warszawskim powiedział, że to pomyłka. Herbert inaczej - dla autora "Pana Cogito" liczyło się uświęcenie ofiar. Herbert całe życie czuł sie reprezentantem tych, którzy zginęli. W wierszu "Apel" pyta: "gdzie jesteście/ czarni aniołowie z getta".

 

Upadek Polski był dla Herberta jak upadek Rzymu. Żołnierze polscy poniżeni, rozproszeni. Czuł, że musi dawać świadectwo, o czym zresztą pisał.

 

Wykład trwał przeszło dwie i pół godziny. Andrzej Franaszek odniósł sukces. Ludzie włączyli się w dyskusję, po czym ruszyli do kupowania dwutomowej biografii Zbigniewa Herberta, by móc uzyskać wpis od samego badacza życia poety.

 

 

Nasza grupa również ustawiła się po podpis. Jedna z uczennic ośmieliła się na zadanie pytania pisarzowi. Andrzej Franaszek z powagą odpowiedział i pogratulował odwagi oraz z podziwem patrzył na młodzież, która zechciała przyjść na popołudniową lekcję o Zbigniewie Herbercie.

 

 

Agnieszka Woźny-Dorozińska

 

 

 

 

Ważne daty

Grudzień 2018
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

Copyright © 2018 Technikum w Poznaniu ul.Rubież 20 Poznań Rights Reserved.